Nie uznaję pojęcia polski design – rozmowa z Mają Ganszyniec

Nie uznaję pojęcia polski design – rozmowa z Mają Ganszyniec

Dopiero gdy przestaniemy musieć głośno mówić, czym jest design i jak jest potrzebny, to pojawi się czas i przestrzeń na to, by tworzyć własny, wspólny język – o wzornictwie w Polsce, zamiłowaniu do przedmiotów użytkowych i pracy dla IKEA opowiada Maja Ganszyniec, założycielka pracowni Studio Ganszyniec.

Paulina Gajewicz (Morizone): Studiowała i pracowała Pani w Mediolanie. Jak pobyt we Włoszech wpłynął na Pani myślenie o projektowaniu?

Maja Ganszyniec: Na pewno wyjazdy zagraniczne i studia oraz praktyki w innym kraju bardzo mi pomogły i przyspieszyły rozwój. Studiowałam w czasie, kiedy w Polsce kierunki projektowe były jeszcze ściśle teoretyczne i mocno oderwane od rzeczywistości. Od tamtego czasu z pewnością dużo się zmieniło, ale na początku lat dwutysięcznych była to zupełnie inna rzeczywistość – przede wszystkim nie było takiego dostępu do informacji, jaki jest teraz. Obecnie wiele osób jeździ na targi mebli, designu i wyposażenia wnętrz w Mediolanie i na bieżąco dzieli się wrażeniami w mediach społecznościowych. Relacje z całego wydarzenia przekazują również portale internetowe, a kiedyś Internet nie był tak rozwinięty.

Te szesnaście lat temu, kiedy zdecydowałam się wyjechać do Włoch, w Polsce nie było nawet prasy branżowej. Bezpośredni kontakt z przemysłem meblarskim w Mediolanie, możliwość oglądania przedmiotów na targach, w sklepach, salonach czy studiach projektowych, w których praktykowałam i pracowałam, na pewno przyspieszyły mój rozwój i mocno mnie ukierunkowały. Nieustanna obecność sztuki projektowej i swobodny do niej dostęp pozwoliły mi dobrze poznać dziedzinę, którą się teraz zajmuję. Wtedy w Polsce nie działo się w niej zbyt wiele.

Jak Włosi pojmują projektowanie, co dla nich jest najważniejsze i jak to się ma do myślenia Polaków?

Region dzisiejszych Włoch znajduje się w miejscu, w którym sztuka i architektura rozwijają się nieprzerwanie od tysięcy lat, zachowana jest pewna ciągłość. To miejsce jest kolebką naszej europejskiej cywilizacji. Włosi mają szczęście, ponieważ sztuka jest wszechobecna w ich rzeczywistości – mówię tutaj o malarstwie, architekturze, muzyce. Historyczna architektura obecna we włoskich miastach sprawia, że bogate formy i szlachetne materiały poznaje się już jako dziecko, idąc ulicą. Stąd też u Włochów zamiłowanie do detalu i ponadczasowej jakości. Włoscy projektanci sięgają po lokalne surowce, jak marmur kararyjski. Dla porównania: w Skandynawii naturalnym surowcem architektonicznym i meblarskim jest drewno, co wynika z uwarunkowań geograficznych i klimatycznych. Z tego wynika zamiłowanie Skandynawów do drewna, do oszczędnych form, funkcjonalności.

Historia i klimat miejsc często warunkują to, co w nich powstaje, z czego naturalnie się korzysta, co się buduje, projektuje i tworzy. Kształtują obiekty wyjątkowe i rzeczy codziennego użytku. We Włoszech tradycje projektowe oraz artystyczne są naturalnie kontynuowane przez kolejne pokolenia – nigdy nie zostały przerwane przez jakieś dramatyczne wydarzenia historyczne. Polityczne ingerencje w twórczość artystyczną i przemysł były krótkotrwałe. Czasy wojny nigdy nie zniekształciły naturalnego rytmu rozwoju – w przeciwieństwie do Polski.

Po Włoszech obrała Pani kierunek na Wyspy i studia na Royal College of Art w Londynie. Włosi, Brytyjczycy i Polacy różnią się mentalnie i kulturowo. Jak połączyć tak różne sposoby myślenia o architekturze wnętrz i projektowaniu? Czy mamy coś wspólnego?

Wspólnego mamy wiele, bo wszyscy mamy podobne gabaryty. Jeśli chodzi o przestrzenie życiowe, przestrzenie mieszkań, to więcej nas łączy niż dzieli. Każdy kraj ma jednak własną specyfikę i są rzeczy, które dla nas mogą być zaskakujące: na przykład to, że Włosi mają mikroskopijne kuchnie, a najbardziej rozbudowaną kulinarnie kulturę, a Brytyjczycy mają inne normy budowlane czy projektowe wynikające z ich fizjonomii – są wysocy, więc mają wyżej niż w Polsce umieszczane blaty kuchenne. W tym momencie przez globalizację i przez globalnie działające marki te wszystkie normy są zrównywane.

Z każdego miejsca, które jest różne od miejsca naszego pochodzenia można wynieść coś dla siebie, można się czegoś nauczyć. Wszelkie różnice i odmienności są takim punktem, który pozwala na moment refleksji i zastanowienia nad tym, jak to wygląda u nas i dlaczego. Z moich podróży i doświadczenia za granicą staram się wykorzystywać rzeczy, które uznaję za tego warte.

Czym charakteryzuje się i wyróżnia polski design na tle światowych projektów?

Ja nie uznaję pojęcia „polski design”. Nie uważam, że mamy prawo mówić o polskim designie do momentu, w którym osoba związana z branżą będzie w stanie jednym tchem wyliczyć dziesięć polskich marek związanych z wnętrzami czy z meblarstwem. I mam tu na myśli marki z górnej półki, świadomie prowadzone, kierujące swoją ofertę do klientów indywidualnych w Polsce. Myślę, że dziś to jest niemożliwe. Obecnie mamy trzy polskie marki: Comforty, Noti i Vzor. I kilka nowych, bardzo obiecujących.

Natomiast wzornictwo w Polsce nie ma własnego języka, nie wytworzyliśmy go jeszcze i nie mamy takiej odrębności, jak design włoski czy szwedzki. Nawet Francuzi mają swój specyficzny sznyt w środowisku projektantów. My jak na razie szukamy swoistego języka i myślę, że on się pojawi, to tylko kwestia czasu. Na razie moje pokolenie czy pokolenia wcześniejsze, które w tej branży pracują, są zajęte uzupełnianiem braków, które z niestety zaistniały w naszym kraju z powodów historycznych i politycznych. Wydaje mi się, że dopiero gdy przestaniemy musieć głośno mówić, czym jest design i jak jest potrzebny, to pojawi się czas i przestrzeń na to, by tworzyć własny wspólny język. Przyjdzie również pora, by zastanowić się nad tym, czy mamy odrębne dla nas rzeczy do opowiedzenia.

Poza tym ja bardzo nie lubię klasyfikacji narodowościowych. Nie wiem, czy jestem polską projektantką. Wykształcona jestem w Polsce, Włoszech i Wielkiej Brytanii, pracuję głównie w Szwecji i jestem obywatelką Polski, dlatego trudno mi wkładać projektowanie w kategorie narodowe.

Czyli polski design nie istnieje?

A jak Pani definiuje polski design?

Mam na myśli wszelkie działania twórcze i projektowe polskich projektantów zmierzające do wytworzenia produktu, o którym można byłoby powiedzieć „made in Poland”. Taka wartość dodana dla kraju.

Ja myślę, że to są po prostu polskie produkty i polskie marki, rzeczy zaprojektowane i wyprodukowane w Polsce – ale trudno w odniesieniu wyłącznie do tego mówić o polskim wzornictwie. Przedmioty, które teraz powstają są tworzone na rynki europejskie i nie ma w nich spójnego estetycznie czy materiałowo łącznika, który byłby na tyle odrębny i odróżnialny od innych, by dało się mówić o polskim wzornictwie. Nic nie łączy tych rzeczy, poza tym, że są wyprodukowane w Polsce.

Z pewnością za jakiś czas – gdy nie będziemy już mówić o pięciu mocnych polskich markach, ale pięćdziesięciu – wytworzymy i zauważymy te ogniwa, cechy, które będą nas łączyły, a jednocześnie wyodrębniały na tle zagranicznych projektów. Dziś trudno mi jeszcze o tym mówić, bo dopiero budujemy tę przyszłą rzeczywistość i jest to bardzo ciekawy czas.

Na co Polacy zwracają uwagę, wybierając meble do domu?

Dla większości nadal bardzo istotna jest cena, dlatego tak mało jest polskich marek luksusowych. Te, które oferują produkty w wyższych cenach mają niewielki udział w rynku. Mówiąc szczerze, to sama czasami chciałabym znać odpowiedź na to pytanie. W wielu przypadkach to bardzo indywidualna sprawa, a wachlarz gustów Polaków jest bardzo szeroki. W tym momencie na wybory wpływają media i trendy. Rośnie też świadomość masowego odbiorcy, co jeszcze dekadę temu nie było oczywiste. Przed zakupem konkretnych mebli czyta się pisma wnętrzarskie, blogi i portale branżowe, ogląda gotowe projekty wnętrz i świadomie wybiera to, co się podoba. Takie zmiany to dobry kierunek.

Jakie aranżacje wnętrz są najbliższe Polakom? Przeszliśmy już przez lata 90., styl vintage, industrialny i nowoczesny…

Trudno powiedzieć, bo nie ma przeciętnego Polaka. Na pewno wciąż jest różnica między tym, do czego ludzie aspirują, a tym, co mają – tym, o czym marzą, a tym, co kupują. To są jeszcze dwa różne światy. Te marzenia przed zakupem są jakimś odzwierciedleniem tego, co pokazują pisma wnętrzarskie, a ogólnie rynek wnętrzarski podąża za trendami. Często potem wygląd tych wymarzonych wnętrz daleko odbiega od idealnie przygotowanych, okładkowych mieszkań, ale najważniejsze, żeby człowiek dobrze się czuł we własnym domu.

Polacy lubią meble IKEA. Jak Pani myśli, dlaczego?

IKEA to pierwsza marka, która wprowadziła na polski rynek masowy zaprojektowane meble. Wcześniej meble nie były projektowane, one po prostu powstawały w firmach produkcyjnych, ale nie były to świadomie prowadzone procesy projektowe. IKEA na pewno nauczyła i wychowała sobie pokolenia wiernych klientów. Cena, dostępność produktów i demokratyczne podejście marki to istotne czynniki sukcesu tej firmy w Polsce. Wydaje mi się, że my mamy również zbliżone potrzeby czy estetyczne wyobrażenia o wnętrzach, bo pochodzimy ze stosunkowo podobnej kulturowo społeczności. Wnętrza przedwojennych kamienic w Kopenhadze czy w Poznaniu aż tak bardzo się nie różniły, w związku z tym estetyka, którą podaje IKEA jest nam naturalnie bliska. To dlatego meble szwedzkie są tak popularne w Polsce.

Proszę zwrócić uwagę, jak bardzo historia wpłynęła na dzisiejszą rzeczywistość, nawet tą dotyczącą wzornictwa. W ubiegłym roku otwarto sklep IKEA w Lublinie, a do tej pory obecność szwedzkiej sieci kończyła się na byłej linii zaborów. Ewidentnie większy potencjał i większa liczba odbiorców znajdowała się w zachodniej części kraju. To pokazuje, jak bardzo relacje kulturowo-historyczne kształtują i wpływają na nasze gusta, jak bardzo trwałość wzorców z przeszłości wpływa na to, co wybieramy dziś.

Meble, które projektuje Pani dla IKEA mogą trafić do domów na całym świecie. Jakie to uczucie?

Przerażające. Mówiąc szczerze, nie myślę o tym podczas projektowania, bo to paraliżujące, a jednocześnie myślę o tym cały czas – bo to ogromna odpowiedzialność. Niezwykle mocno wyśrubowane są normy bezpieczeństwa związane z dziećmi. Po kilku latach pracy specjalizuję się w wymyślaniu katastroficznych scenariuszy: co można z tym przedmiotem zrobić i w jaki kreatywny sposób wyrządzić sobie nim krzywdę. Każda niedomówiona rzecz to potencjalne ryzyko i zagrożenie. Przewidujemy i rozpracowujemy absurdalne czasem scenariusze. Pamiętam rozmowę w naszym zespole, podczas której powiedziałam: Nie no słuchajcie, nie ma możliwości! Jakie są szanse, że to się akurat wydarzy? To jest przecież krótka seria, piętnaście tysięcy, bez przesady. A ktoś mi odpowiedział, że to piętnaście tysięcy szans, że wydarzy się coś złego. No i koniec. To mi też uzmysłowiło, że nie możemy sobie pozwolić na najmniejsze ryzyko, bo tutaj wszystko mnożymy razy dziesiątki tysięcy.

Przeczytaj cały wywiad: tutaj

Komentarze

Ilość komentarzy: 0

Dodaj zdjęcia do galeriiDodaj nowy komentarz

Dodaj nowy komentarz

Podaj kod z obrazka

*

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się do newslettera sztuka-wnętrza.pl!